wrzesień 10

Czytając porady dotyczące kredytów i metod ich zaciągania, można dojść do wniosku, że zdecydowana większość ich autorów skupia się wyłącznie na umowach kredytowych. I faktycznie, jest to kierunek jak najbardziej słuszny, tyle że... nie do końca precyzyjny. Nie zawsze bowiem wszystkie interesujące nas zapisy mogą zostać zdefiniowane w jednej umowie. Zdarza się, że niektóre konkretne regulacje umiejscowione są w regulaminie, bądź – co gorsza – w tabeli opłat i prowizji.

Umowa tak, regulamin nie...

Umowa kredytowa jest dokumentem, który reguluje wszystkie postanowienia stron, czyli banku i wierzyciela a także definiuje parametry kredytu, wraz z odsetkami, prowizjami itd. Teoretycznie więc, jest to dokument, który powinien w miarę w czytelny sposób przekazać wierzycielowi wszystkie najważniejsze informacje dotyczące uzyskanego produktu finansowego. W praktyce, nie wszystkie dane zawarte w umowie, muszą mieć niezmienny charakter. Część z nich jest bowiem zależna od zapisów w regulaminie banku, bądź w tabeli opłat i prowizji.

Umowy długoterminowe = umowy nieważne?

Czy to oznacza, że wszelkie umowy długoterminowe z bankiem stają się jednocześnie umowami nieważnymi? To zależy, jak na ten problem spojrzeć. Weźmy jako przykład umowy prowadzenia racunków oszczędnościowych. Są one z reguły spisywane na lata. Klient, który posiada dany rachunek w określonym banku nie jest nikim wyjątkowym. Niestety, pomimo iż umowę tą podpisuje się na określony "procent", to jednak w dalszej perspektywie wartość ta ulega permanentnej zmianie. I to najczęściej na niekorzyść Klienta, który w ten sposób (z biegiem lat) traci opłacalne źródło dodatkowych, kapitałowych dochodów.

Kredyt, czyli uwaga na zapisy w regulaminie

W praktyce, zjawisko to dotyczy również umów kredytowych. Oczywiście zjawiska takie jak inflacja i deflacja, mogą i muszą mieć wpływ na końcowe oprocentowanie kredytu, ale pamiętajmy, że są to nie jedyne składniki, obciążające budżet Wierzyciela. Takim bardzo zresztą ciekawym składnikiem jest chociażby... prowizja bankowa. Co z tego, że na umowie kredytowej widnieje napis 0 procent, skoro w regulaminie bank utrzymuje furtkę, która umożliwia dowolną modyfikację tej wartości? Oczywiście nie ulegnie ona zmianie z drugą, bądź trzecią ratą kredytu, ale po kilku następnych miesiącach raczej na pewno wzrośnie, co zresztą jest w interesie banku.

Jak temu zapobiec?

Czy istnieje realna szansa na zapobieżenie temu zjawisku? I tak i nie. Tak, ponieważ Klient zawsze ma prawo żądać, by w umowie kredytowej pojawiły się interesujące go zapisy. Nie, ponieważ Wierzyciel nie ma wpływu na treść regulaminu banku, którego zapisy mogą przez cały czas ulegać zmianie. Oczywiście można liczyć na pewnego rodzaju kliencki pressing, który z biegiem czasu mógłby doprowadzić do zmuszenia banków do przyjęcia mniej restrykcyjnych zapisów, ale w praktyce nie ma on formy zorganizowanej. Tylko duża liczba potencjalnych Wierzycieli, która w ten (całkiem fikcyjny) sposób mogłaby oddziaływać na rynek, miałaby szansę wskórania jakichkolwiek zmian.

Reasumując, jedyna szansa na uzyskanie solidnych zapisów regulaminu wynika z... odrobiny szczęścia. Jeśli znajdziemy bank, który na serio traktuje te zapisy, możemy być pewni, że – przynajmniej z tego powodu – koszty naszego kredytu gwałtownie nie wzrosną. Oczywisty jest jednak fakt, że bankom zawsze zależało na maksymalizacji swoich zysków, co nieraz znajdowało swoje odzwierciedlenie również w niezbyt jasnych zapisach regulaminów i tabeli opłat i prowizji. Tym samym pozbawienie ich tego dochodu, będzie raczej niemożliwe.